Nasza strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o ich funkcji oraz możliwości dokonania zmian w Twojej przeglądarce.
Korzystając z http://www.impelwroclaw.pl wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij


Aktualności

Iga Chojnacka: Byłam strasznie ruchliwym dzieckiem

01.02.2018 Autor: Aleksandra Mielczarek

Iga Chojnacka, w obszernym wywiadzie jednej ze studentek dziennikarstwa na UWr, opowiada kibicom o swoich początkach kariery, o siatkarskich wyborach i trochę o marzeniach, bo i te warto mieć. Zapraszamy do lektury.

W Impelu Wrocław jesteś dopiero pierwszy sezon. Dlaczego wybrałaś akurat ten zespół?

Impel ma wiele sukcesów na swoim koncie i jest to klub na wysokim poziomie zarówno kultury siatkówki, jak i pod względem organizacyjnym. Myślę, że jest to dobre miejsce dla rozwoju. Wiedziałam, że zespół będzie się trochę różnił od tych z poprzednich lat, bo tu już w grę wchodzą pieniądze i sponsorzy. Ale też się cieszyłam, bo stwierdziłam, że będzie to bardzo dobre miejsce, a teraz, gdy jestem tutaj już ponad pół roku, mogę to śmiało potwierdzić. Mam duże szanse grania i bycia na parkiecie cały czas. To też było dla mnie bardzo ważne, by czynnie występować na boisku, brać odpowiedzialność za swoją grę, a nie tylko trenować i czekać na swoją szansę.

 

A Wrocław, jako miasto, podoba ci się?

Bardzo! Bardzo dobrze się tutaj czuję. Jestem zadowolona z okolicy, którą wybrałam do mieszkania, ale także z Wrocławia, jako Wrocławia, bo jednak będąc na co dzień w Warszawie, (bo w Warszawie też mieszkałam ostatnio) byłoby mi ciężko wrócić do małego miasteczka, a Wrocław to jest duże miasto, no mimo korków oczywiście, jest naprawdę świetnie. Jest dużo rzeczy do zrobienia, także nie da się tutaj nudzić.

 

Ale zanim znalazłaś się na tym miejscu, w którym jesteś obecnie na pewno dużo się wydarzyło i na chwilę chciałam wrócić do źródeł. Jak to się stało, że zaczęłaś się interesować siatkówką? Kiedy był taki moment, w którym stwierdziłaś, że to jest właśnie to, co chcesz robić w życiu?

Byłam strasznie ruchliwym dzieckiem w szkole podstawowej, od lekcji w-fu zaczynając, na graniu w koszykówkę czy nazwijmy to „siatkówko-rzucance” kończąc. Rozpierała mnie energia i szukałam zajęć dodatkowych. Najpierw razem z rodzicami myśleliśmy np. o basenie, tenisie. Ale jakoś to się zbiegło z tym, że w 2003 r. nasza damska reprezentacja zdobyła złoto na Mistrzostwach Europy, więc był taki „boom” na siatkówkę. No i zaczęło się szukanie, ciąganie mamę za rękaw: „Mamo, mamo, weź mnie na siatkówkę!”. Także udało się, otworzono sekcję dla uczniów szkoły podstawowej, bo byłam wtedy w piątej klasie, i zaczęła się przygoda. Najpierw granie w kategorii mini siatkówki, później młodziczek, po kolei występy w seniorskich zespołach, najpierw w drugiej lidze no i tak stopniowo. Na początku nie wiedziałam, czy zajmować się tym zawodowo. Była to dla mnie przede wszystkim dobra zabawa, a przerodziła się w mój zawód.

 

Twoim pierwszym klubem była Legionovia Legionowo.

Tak, dokładnie. Jestem z Legionowa. Właśnie tam spędziłam najwięcej sezonów, bo bodajże dziesięć z małymi przerwami, także to już sporo czasu. Miałam to szczęście, że klub z Legionowa, mój macierzysty klub, zaczął grać w rozgrywkach Ekstraklasy. Miałam zatem drużynę z najwyższej klasy rozgrywkowej w swoim rodzinnym mieście. Ale postanowiłam coś pozmieniać w swoim życiu, dlatego stwierdziłam, że Wrocław będzie takim dobrym miejscem na zmianę.

 

Po drodze spędziłaś też jeden sezon w lidze włoskiej.

To był taki pomysł po liceum. Bardzo chciałam spróbować za granicą, bo siatkówka jest takim sportem, że daje bardzo duże możliwości, na przykład właśnie wyjazdu za granicę czy studiowania i grania w USA. Było bardzo dużo pomysłów, ale w końcu się zdecydowałam wyjechać na rok do Włoch. Ta przygoda nie trwała więcej niż jeden sezon z racji powrotu i rozpoczęcia studiów, ale nie żałuję. Bardzo mi się podobało i chciałabym jeszcze tam wrócić, bo dużo zyskałam nie tylko siatkarsko (włoska siatkówka jest trochę inna niż polska), ale także poznałam fantastycznych ludzi, nauczyłam się języka, zwiedziłam wiele przepięknych miejsc i spróbowałam dużo dobrego jedzenia, także naprawdę było warto!

 

Po tym sezonie we Włoszech z powrotem zawitałaś w progach Legionovii.

Tak, tak, wróciłam, bo taki był właściwie mój pomysł na tę karierę siatkarską. Rok przerwy, a później zależało mi też na tym, żeby wrócić na uczelnię. Nie każdy sportowiec pewnie o tym myśli, ale ja tam gdzieś z tyłu głowy miałam, że zawsze muszę mieć jakiś plan B. Także bardzo zależało mi na tych studiach. Teraz je kontynuuję i jestem już na czwartym roku.

 

Co zatem studiujesz?

Studiuję prawo na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Ktoś może się teraz złapać za głowę, że studiuję prawo, będąc 350 km od mojej uczelni, ale udaje się głównie dzięki przychylności uczelni, mam indywidualny tok, studiuję zaocznie. Myślę, że te trzy lata były najintensywniejsze, teraz jest trochę spokojniej. Dlatego właśnie pozwoliłam sobie na wyjazd z Warszawy.

 

Masz na koncie sporo osiągnięć w kadrze narodowej.

Z kadrą młodzieżową udało nam się reprezentować Polskę na wieku turniejach: ME kadetek, MŚ kadetek i ME juniorek. To był fantastyczny czas dla mnie, bo kadry młodzieżowe to drużyny zbudowane tylko z dwóch roczników, także byłyśmy bardzo zżyte. Chodziłyśmy razem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Miałyśmy naprawdę wspaniałą drużynę, niezawodną ekipę i bardzo dobrze nam się grało razem.

 

W Sosnowcu też miałaś epizod siatkarski, prawda?

Tak, zgadza się, dwa lata byłam w SMS-ie.

 

Masz jakieś wspomnienie, które bardzo ci zapadło w pamięć i do którego często wracasz?

Od takich najświeższych to myślę, że w tamtym roku biłyśmy się z Legionovią o utrzymanie w lidze i były to mecze naprawdę bardzo wyczerpujące nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie. Naprawdę nikomu nie życzę, żeby doświadczał takich stresów, ale za to ulga, jaką poczułyśmy i radość, że udało się wygrać z Ostrowcem, to było coś nie do opisania! Ale pamiętam, wiele było takich sytuacji, jak np. wygranie pierwszych kwalifikacji do ME Kadetek i to poczucie dumy reprezentowania barw narodowych. To było coś niesamowitego! Czy też cały sezon we Włoszech był taką przygodą, do której lubię wracać myślami. Rzeczywiście, wspomnień jest sporo, bo jakby siatkówka taka już jest, że dostarcza naprawdę ogromu emocji. Wiąże się, co prawda, z wieloma wyrzeczeniami. Zawsze jest jednak jakaś cena, którą trzeba zapłacić. Ale wszystkie sukcesy czy wygrane mecze dają naprawdę wiele.

Doskonale też pamiętam mój pierwszy trening. Tak z tych wspomnień nieco starszych. Tak się cieszyłam na ten mój pierwszy trening, naprawdę! Czekałam na niego pół roku, bo właściwie całą czwartą klasę podstawówki zajęło poszukiwanie miejsca w Legionowie, gdzie by można było zacząć uprawiać jakiś sport, bo niby były jakieś treningi, ale tylko dla licealistek. Ja natomiast byłam na tyle spragniona sportu, że chciałam z nimi zacząć grać! Niestety małej dziewczynce z 5. klasy podstawówki nikt na to nie pozwolił…Wracając do tego pamiętnego treningu, to chyba jakieś dwa dni wcześniej, grałam w koszykówkę na podwórku z moim bratem i wybił mi kciuka! Musieliśmy więc pojechać do ortopedy. Włożyli mi tego kciuka w szynę, także mój pierwszy trening odbył się w tej szynie, bo nie mogłam sobie darować, żeby nie pójść na trening. Wszystko szło naprawdę dobrze, ale do czasu. Od razu po nas trening miały dziewczyny z drugiej ligi i trener poprosił te starsze zawodniczki, żeby z nami chwilkę poodbijały. Pamiętam, że odbijałam z taką Anią, z którą zresztą potem grałam w drużynie. To było fantastyczne, że kiedyś była takim niedoścignionym wzorem: „Wow, dziewczyny z drugiej ligi, z Legionovii i ze mną odbijały!”, a potem grałyśmy razem w zespole. Wtedy, pamiętam, ta piłka wciąż mi uciekała, bo się odbijała od szyny, ale przynajmniej dzięki temu na długo zapamiętam swój pierwszy trening.

 

Masz jakieś hobby poza siatkówką?

W sumie sporo, chociaż ciężko powiedzieć o takim typowym hobby, bo jest nim podróżowanie, a jest na nie czas niestety głównie w wakacje. Staram się za każdym razem zagospodarować jakieś parę dni wolnego czy dłużej i zaplanować wyjazd. W te wakacje udało mi się pojechać do Stanów Zjednoczonych. Byłam tam po raz trzeci, ale tym razem najwięcej się udało zwiedzić. Na początku był Nowy York, potem San Francisco, Las Vegas, Los Angeles, Wielki Kanion, także sporo udało się zobaczyć. Poza tym takie normalne hobby, jak muzyka, czytanie książek. Myślę, że tutaj we Wrocławiu, naszym wspólnym hobby jest także spędzanie wolnego czasu razem z dziewczynami z drużyny na wyjściach na jedzenie, na kawę, ciastko. Tak, bardzo to lubimy. Wtedy jest okazja, by zdjąć treningowy dres, wyjść i poznawać Wrocław, bo naprawdę to miasto mnie zaskakuje codziennie. Chociażby wczoraj. Byłam na rynku między treningami, weszłam do biblioteki i okazało się, że jest tam „koreańska część”, taki jakby osobny oddział biblioteki w języku koreańskim! To było takie miłe zaskoczenie. Co prawda nie wybieram się tam (do Korei), ale sam fakt, że jest taka dostępność, dobrze świadczy o Wrocławiu.

 

Jakie miejsca byś chciała odwiedzić?

Myślę, że najbliższym miejscem, które na pewno odwiedzę, tylko tak na parę dni – to Bieszczady. Tak, rzucę wszystko i pojadę w Bieszczady. To jest jakby na mojej tapecie już od dziecka. Wychowywałam się tam na wakacjach, albo feriach zimowych i bardzo lubię tam wracać. Jest to takie moje małe miejsce na ziemi. Więc myślę, że może w majówkę, a jak nie to na początek wakacji planuję pojechanie tam i zakopanie się quadem w błocie. Super, naprawdę, polecam wszystkim! W górach też nie ma zasięgu –  kolejna super sprawa, naprawdę. A o takich planach typowo wakacyjnych, trochę dłuższych to, po tych wszystkich amerykańskich kierunkach, teraz chyba przyjdzie czas na Azję czy Australię. Myślę, że to jest do wykonania. Tak jak przygoda do USA zaczęła się rok wcześniej. Zaczęliśmy planować z już moim narzeczonym, wtedy jeszcze chłopakiem. Właśnie w Stanach się oświadczył. Dlatego myślę, że mamy w perspektywie jeszcze wiele kierunków i będziemy po kolei nasze plany realizować.

 

To teraz planujecie ślub.

Tak, tak, jest już w planach. Także na wszystko jest w życiu czas: na siatkówkę, na myślenie o rodzinie, na studia też. Chociaż czasem zgrzytam zębami, jak muszę po meczu wsiadać w samochód i jechać do Warszawy na te dziesięć godzin, żeby zaliczyć egzaminy, ale myślę, że to się opłaci w przyszłości. Będzie czas na odpoczynek, będzie czas na ślub. Także naprawdę na wszystko jest czas, nawet w życiu zawodowego sportowca.

 

Nie obawiasz się, jak połączysz życie rodzinne, potem dzieci ze swoją pasją do gry?

Nie wiem jeszcze jak uda się to połączyć, ponieważ mój narzeczony też jest siatkarzem, także trafił swój na swego. Aczkolwiek chyba póki co nie boję się, gdyż dużym optymizmem napawają mnie zawodniczki starsze ode mnie, które już mają rodziny i godzą jakoś bycie żoną i matką z byciem siatkarką. Ciekawe doświadczenie i w sumie to nie mogę się już doczekać, kiedy sama tego spróbuję.

 

Masz jakiś autorytet? Jakąś siatkarkę, na której się wzorujesz lub jakiegoś idola?

Jak byłam młodsza to wiadomo, miałam na tapecie w komputerze nasze siatkarki, nasze złotka. Ale myślę, że każda kariera siatkarska toczy się jakimś indywidualnym torem. Chyba nie, na dziś nie mam autorytetu. Staram się po prostu robić to, co podpowiada mi intuicja, impuls, który powiedział mi właśnie „idź do Wrocławia”. Ogólnie jestem zadowolona ze swoich wyborów i jakbym miała dokonać ich jeszcze raz to właśnie tak bym poprowadziła tą swoją karierę. Niczego nie żałuję. Wychodzę z takiego założenia, że zawsze jest jakieś wyjście z każdej sytuacji, nawet, jeśli nie będzie to siatkówka. To chyba takie dość zdrowe podejście, bo w żaden sposób nie lekceważę siatkówki, gdyż bardzo ją kocham, chcę grać i to dla niej jestem w stanie przeprowadzić się do innego miasta czy kraju. Zdaję sobie jednak sprawę, że kiedyś może się to wszystko skończyć, na przykład ze względu na zdrowie, rodzinę czy uczelnię. Może kiedyś postanowię się zająć moją karierą prawniczą, chociaż jak już to chciałabym się zajmować prawem sportowym.

 

Sport to zdrowie, czy ciężkie treningi jednak to zdrowie nadwyrężają?

Organizmy są przeciążone, nadwyrężone, czasem coś jest ponaciągane. Także tak nie do końca sport to zdrowie. W granicach rozsądku to tak, oczywiście. Przychodzi mi do głowy teraz taki obraz, jak wchodząc po schodach ledwo podnoszę kolana, ludzie mnie mijają, a ja po prostu idę powoli. Zawsze tak miałam w szkole, że jak miałam pierwszą lekcję na drugim piętrze to specjalnie wychodziłam dziesięć minut wcześniej z domu, żeby jeszcze dojść na to piętro!

 

Satysfakcja z gry rekompensuje te wszystkie niedogodności?

Wszystko jest tego warte. To jest taki przykład robienia tego, co kochasz. Polska liga jeszcze daje takie możliwości, że ta pasja może być także zawodem. Można dążyć, by grać w kadrze narodowej czy w coraz lepszych klubach, także w takich, które walczą w Lidze Mistrzyń. Także naprawdę jest pole do popisu. Można myśleć o rozwoju i o kolejnych szczeblach kariery. Nie żałuję, że wybrałam siatkówkę.

 

Jakie są twoje siatkarskie marzenia?

Chciałabym zagrać w reprezentacji Polski seniorek i to byłaby świetna sprawa, chociaż wiem też, że gra w kadrze wymaga zdecydowanie więcej wyrzeczeń. Mimo wszystko założenie barw narodowych i usłyszenie hymnu to jest dla sportowca bardzo duże przeżycie. Za każdym razem miałam ciarki! I mimo, że grało się mecze codziennie, słyszało się ten hymn codziennie, to i tak za każdym razem wywoływało to ogromne emocje. Także byłoby to coś naprawdę wspaniałego. A poza tym myślę, że chciałabym jeszcze kiedyś wyjechać za granicę i spróbować swoich sił w Lidze Mistrzyń. Chciałabym być taką zawodniczką, na której się opiera ciężar gry, w takim zespole naprawdę z najwyższej półki.

 

Czy będąc sportowcem, kibicujesz innym drużynom? Podchodzisz w ten sposób, że tylko mój klub, on musi być najlepszy czy zostaje jakiś sentyment z byłych klubów, np. ta Legionovia, o której już tyle mówiłyśmy?

Bardzo ciekawe pytanie, naprawdę, pierwszy raz ktoś mi zadał takie pytanie. Wygląda to tak, że zazwyczaj w danym meczu kibicuje się tym, których wygrana jest dla ciebie wygodniejsza, jeśli chodzi o stosunek w tabeli, nie ukrywajmy. Ale faktycznie jest parę zespołów, w których grają moje najlepsze przyjaciółki i zawsze im bardzo kibicuję. Swoją drogą, znam je też dzięki siatkówce, to jest jakby dodatkowy niezwykle pozytywny aspekt siatkówki, że się zawiązują przyjaźnie na całe życie. Także im bardzo kibicuję, żeby wypadły jak najlepiej. Jednak na ogół wygląda to tak, że wolisz, by dana drużyna przegrała, żeby nie zdobyła tych punktów, żeby cię nie wyprzedziła w tabeli. Niestety, taka już jest rywalizacja, taki jest sport. Tak samo jest na boisku. Dajmy przykład: mam ogromną satysfakcję blokując moją przyjaciółkę czy robiąc na niej asa, ale po meczu jesteśmy dalej mega przyjaciółkami.

 

Czy będąc na mieście zdarza ci się, że ktoś podchodzi i prosi o zdjęcie/autograf?

Zdarzało się czasami, że ktoś powiedział do mnie „dzień dobry” i to było bardzo pozytywne i miłe. Raz miałam taką sytuację, że gdy jechałam samochodem, jakiś drugi samochód podjechał i zaczął mi pokazywać kciuki w górę. W sumie dalej nie jestem pewna, o co chodzi, ale dzień wcześniej grałyśmy bardzo ciężki mecz telewizyjny i go wygrałyśmy, więc gdzieś tam się łudzę, że to o to chodziło. Ale na co dzień raczej nie. Wiem też, że kibice widzą nas tylko w rzeczach sportowych, w takich warunkach meczowych, po prostu i najzwyczajniej w świecie nas na co dzień nie poznają.

 

Tak tematycznie trochę zacznę, jako że mamy okres noworoczny, masz jakieś postanowienia na nowy 2018 rok?

Oj sporo ich było. Pierwsze i najważniejsze to nauczyć się robić naleśniki. Tak na koniec 2017 r. wróciłam sobie do swoich postanowień z początku roku i rzeczywiście udało się parę z nich wykonać, jak na przykład wyjazd w Bieszczady, czy zmiana klubu, bo to też było postanowienie na tamten rok. Na ten trochę spokojniej, poza tymi naleśnikami to myślę, że dalszy rozwój i to nie tylko na polu siatkarskim, ale też naukowym, bo magisterka przede mną. No i gdzieś tam już kwestie związane z planowaniem ślubu. Rok 2018 zapowiada się zatem jak na razie bardzo poważnie. Oczywiście poza naleśnikami!





Facebook

Jesteśmy na Facebooku fb

Twitter

Jesteśmy na Twitterze tw
 

Instagram

Zobacz nas na Instagram in